sobota, 14 grudnia 2013

Notka

Hejka! Chciałabym poinformować, że zaczynam nowego bloga. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Tutaj macie link. Narazie jest filmik i prolog.
http://mysterious-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/

piątek, 6 grudnia 2013

Chapter 5

Ze snu wyrwało mnie ciche szlochanie. Otworzyłem niechętnie oczy i rozejrzałem się po pokoju szukając źródła hałasu. Przy oknie ujrzałem skuloną postać. Po włosach, które opadały swobodnie na ramiona owej postaci bez problemu mogłem poznać, że to Diana. Wygramoliłem się cicho z łóżka i ostrożnie podszedłem do dziewczyny.
- Co jest ślicznotko? - spytałem cicho.
- Nie mogę spać. Męczą mnie koszmary. Nie przejmuj się - odpowiedziała ocierając łzy z policzków.

Poczułem wyrzuty sumienia. To ja pozwoliłem, żeby wracała sama do domu.
- Czuje się, jak dziwka - powiedziała chowając twarz w dłoniach.
- Diana. Nie gadaj głupot - odpowiedziałem.
- Przecież doskonale pamiętam, jak na koniec rzucił we mnie kasą i powiedział, że lepsza zabawa byłaby z bardziej doświadczoną dziewczyną - powiedziała niemal szeptem.
- To znaczy, że ty ... - zacząłem, ale mi przerwała.
- Tak, Harry. To znaczy, że jeszcze nigdy nie byłam z mężczyzną na tyle blisko - powiedziała spuszczając wzrok.
Nigdy nie pozwoliłbym, żeby ktoś ją tak skrzywdził. Przecież ona jest taka niewinna.
- Już nigdy nikt cię nie skrzywdzi. Obiecuje - oznajmiłem.
- A co jeśli ty mnie skrzywdzisz? - zapytała wstając i kierując się w stronę łóżka.
- Nigdy bym tego nie zrobił - odpowiedziałem idąc za nią.
- Jesteś pewny? - spytała odwracając się twarzą do mnie.
- Tak - odpowiedziałem. 
Diana przygryzła wargę i położyła się na łóżku wtulając się w poduszkę. Ułożyłem się obok niej i objąłem ją w talii.
- Proszę tylko o twoje zaufanie - powiedziałem cicho.
Odpowiedziała mi cisza. Zamknąłem oczy i przysunąłem ją bliżej siebie. Poczułem, jak jej mięśnie automatycznie się spinają. 
- Kocham cię. - wyszeptałem.
Diana wyrwała się z mojego uścisku i spojrzała na mnie. W jej oczach plątał się strach, złość i niepewność.
- Mówiłam, żebyś się we mnie nie zakochiwał - powiedziała spuszczając wzrok.
- A ja mówiłem, że już za późno. Zakochałem się za pierwszym razem gdy cię zobaczyłem i zdejmowałem ze stołu. Zakochałem się gdy widziałem, jak śpisz. Zakochałem się w twoim uśmiechu i w twoich oczach. Zakochałem się w twojej niewinności i w świetle, które masz w sobie i w każdym twoim ruchu. Ale proszę bardzo. Powiedz mi prosto w oczy, że nic do mnie nie czujesz. Wtedy odejdę. - odpowiedziałem spoglądając na nią.
Dziewczyna westchnęła i uniosła wzrok.
- Tak, Harry. Nic do ciebie nie czuje - powiedziała patrząc mi prosto w oczy.
Patrzyłem na nią przez jakiś czas. Nie mogłem uwierzyć w to co ona przed chwilą powiedziała. To bolało. Mógłbym zrobić dla niej wiele. Ale może będzie lepiej, jak zostawię ją w spokoju. Nie wie, jak potrafię się zachować i jaka jest moja przeszłość. Wstałem z łóżka i ruszyłem do drzwi. Spojrzałem na nią ostatni raz i wyszedłem z pokoju. Była 5.00 nad ranem. Chwyciłem moją kurtkę i szybko wyszedłem z domu Liama. Poczułem, jak spadają na mnie niewielkie krople deszczu. Było szaro, a ludzie snuli się po ulicach niczym duchy. Włożyłem ręce do kieszeni kurtki i ruszyłem w stronę mojego samochodu. Wsiadłem do niego i odpaliłem silnik. Jechałem szybko tępo wpatrując się w przednią szybę. Nagle poczułem mocne uderzenie.


Cisza. Ciemność...


                                                                   ***

Pożegnałam się z chłopakami, a Liam podwiózł mnie do domu. Weszłam do mojego mieszkania. Na stole leżała kartka od mojej mamy.

Kochana córeczko!
Postanowiłam wrócić do ojca. Nie martw się o mnie. Wszystko będzie w porządku. Wpadnij mnie kiedyś odwiedzić. Tata też by się ucieszył. Mam nadzieje, że nie jesteś na mnie zła. Trzymaj się xx 
                                                                            Mama

Odłożyłam kartkę i poszłam na górę do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku odtwarzając w głowie to co mówił Harry. Nie jestem pewna co do niego czuje. Nie wiem czy można to nazwać miłością. Może to tylko zauroczenie? Ale z drugiej strony nienawidzę go. Jego aroganckich i pewnych siebie zachowań i tego, jak sprawia, że zaczynam się rumienić pod wpływem jego wzroku, ale z drugiej strony miał w sobie coś tak pociągającego. Jego dotyk niemal rozpalał iskry na mojej skórze. A może mi się tylko wydaje? Mogłam dać mu szanse. Mogłam nie skreślać tego wszystkiego. Nagle usłyszałam dzwonienie mojej komórki. Ku mojemu zaskoczeniu na ekranie wyświetlił się numer Liama.
- Słucham?
- Diana! Hazz jest w szpitalu! Miał jakiś wypadek samochodowy podobno nie jest z nim najlepiej. Jeśli chcesz możesz pojechać ze mną do niego.
- C - co? Dobrze. Tak. Przyjedź..
- Będę za moment pa.
Upuściłam telefon na łóżko. Czy to jest jakiś żart? Powtórka koszmaru? Straciłam Krisa. Nie zamierzam stracić także Harrego.
Po chwili przyjechał Li i ruszyliśmy do szpitala.
- Przepraszam? Gdzie leży Harry Styles? - spytał Liam recepcjonistki przy wejściu.
- Sala numer 23. A państwo to? - zapytała spoglądając na nas.
- Bliscy przyjaciele. W zasadzie jego jedyne najbliższe osoby - odpowiedział spokojnie Payne.
Po krótkiej wymianie zdań z kobietą na recepcji pozwoliła nam iść do Harrego. W sali siedział już Louis. Wyglądał na kompletnie załamanego. Weszłam z Liamem do pomieszczenia, w którym leżał Hazz. 
- I co z nim? - spytał cicho Li.
- Nie wiadomo. Jeśli przeżyje noc to wyliże się z tego, a jeśli nie...- odpowiedział Lou łamiącym się głosem.


Liam przytulił Louisa, który zaczął cicho płakać. Popatrzyłam na niego ze współczuciem i usiadłam przy łóżku Stylesa. Spojrzałam na jego bladą i posiniaczoną twarz. To wszystko moja wina. To ja pozwoliłam mu odejść. Gdybym powiedziała, że czuję do niego chociaż odrobinę miłości nie wyszedłby i nie rozbiłby się samochodem. Chwyciłam delikatnie dłoń Harrego powstrzymując łzy.
- Przepraszam.. - wyszeptałam.
Poczułam, jak ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu.
- Nie zadręczaj się. To nie twoja wina - powiedział Liam.
- To ja pozwoliłam mu odejść. - odpowiedziałam cicho.
- Diana. Jest silny. Poradzi sobie - powiedział Louis wymuszając smutny uśmiech.
Nagle do sali wbiegła Carmen. 
- Co się stało? - spytała spoglądając na Harrego.
- Miał wypadek samochodowy - odpowiedział Liam.
Siostra Harrego usiadła przy łóżku brata i zaczęła płakać.


Podeszłam do niej i ją przytuliłam próbując ją uspokoić. 
- Będzie dobrze, prawda? - spytała.
- Musi - odpowiedziałam puszczając ją z moich objęć.

                                                                              ***

- Diana jest już późno. Jesteś pewna, że chcesz zostać? - spytał Liam.
- Tak. - odpowiedziałam.
Payne pożegnał się ze mną i wyszedł z sali. Zostałam tylko ja i Harry. Moje powieki stawały się cięższe z każdą godziną. Wyjrzałam za okno. Na dworze padał śnieg. No tak. Z tego wszystkiego zapomniałam, że za trzy tygodnie są święta. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o brzeg łóżka Harrego.
- Diana? - usłyszałam cichy głos Stylesa.
Gwałtownie uniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka upewniając się, że to właśnie on wypowiedział moje imię. Spojrzałam w jego zielone oczy i odetchnęłam z ulgą.
- Co ty tu robisz? - zapytał patrząc na mnie zdziwiony.
- Ja...Czekałam aż się obudzisz - odpowiedziałam przygryzając wargę.
- Przecież miałem zniknąć z twojego życia - powiedział odwracając wzrok.
Wstałam z krzesła i westchnęłam.
- Nie sądzisz chyba, że to była prawda? Nienawidzę cię, ale ... to co ze mną robisz kiedy jesteś blisko...Nie wiem co do ciebie czuje to jest...dziwne - odpowiedziałam przeczesując włosy ręką.
- Chodź tu - powiedział klepiąc miejsce obok siebie na łóżku.
Położyłam się obok niego. Trochę się zdziwiłam, że zwykłe łóżko szpitalne pomieści dwie osoby, ale w tym momencie nie było to ważne.
- Nie musimy się spieszyć. Ty nie wiesz wielu rzeczy o mnie, a ja o tobie. Ale nie chcę żebyś czuła, że cię do czegoś zmuszam - oznajmił splatając nasze dłonie.


Przygryzłam wargę i musnęłam jego usta. Harry delikatnie przysunął mnie do siebie i objął w talii. 
-  Zostań ze mną - wyszeptał całując mnie w czoło.
- Nie mogę. Tu jest szpital - odpowiedziałam rozbawiona.
- I co? Śpij ze mną - powiedział.
- Tak. Żeby mnie pielęgniarki zabiły? - spytałam wstając z łóżka.
Styles zrobił smutną minę i spojrzał na mnie słodko.
- Przyjdę jutro. Obiecuje - powiedziałam całując go w policzek.
Wzięłam swoją torebkę i wyszłam ze szpitala.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jejuuu przepraszam, że musieliście tyle czekać. Staram się dodawać rozdziały jak najszybciej, ale mam tyle sprawdzianów przed świętami, że nie wyrabiam z tym wszystkim. A więc miłego czytania ^^ Marry xx

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Chapter 4

Siedziałam w aucie Harrego ze spuszczoną głową bawiąc się materiałem mojej koszulki. Co jakiś czas zerkałam kątem oka na chłopaka obok mnie. Był całkowicie skupiony na drodze. Jego brązowe loki ułożone były w nieładzie na jego głowie, co jakiś czas oblizywał swoje pełne wargi i przymykał zniecierpliwiony swoje zielone oczy, gdy przed nami tworzył się korek. Ile ja bym dała żeby móc go teraz pocałować i powiedzieć, że dziękuje za wszystko co dla mnie zrobił, chociaż byłam dla niego obcą osobą. Byłam na tyle zamyślona, że nie zauważyłam, że Harry przygląda mi się ukrywając uśmiech. Nachylił się do mnie. Poczułam jego ciepły oddech przy moim uchu.
- Zrób zdjęcie. Zostanie na dłużej - wyszeptał.
Odepchnęłam go delikatnie.
- No wiesz co? - mruknęłam sztucznie oburzona.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Harry? - spytałam.
- No - odpowiedział wciskając pedał gazu.
- Dokąd właściwie jedziemy? - zapytałam przygryzając wargę.
- Do mnie - odpowiedział.
- Do...Ciebie? - spytałam niepewnie spuszczając wzrok.
- Tak. Coś nie tak? - zapytał spoglądając szybko na mnie.
- Nie. W porządku - odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech.
- Ej. Aniele co jest? - spytał kładąc mi rękę na kolanie i przesuwając ją w górę.
- Nic. Jest ok - odpowiedziałam i strąciłam jego dłoń.


Harry westchnął cicho i dalszą część drogi pokonaliśmy w ciszy.
- Jesteśmy - oznajmił Styles wysiadając z auta.
Zrobiłam to samo i moim oczom ukazał się niewielki dom z dużą działką. Ruszyłam do środka za Harrym rozglądając się wokoło. Poprowadził mnie do salonu i pokazał gestem żebym usiadła. Uśmiechnęłam się lekko i zajęłam miejsce na kanapie. Hazz usiadł obok mnie. Czułam jego ciepło i zapach perfum, który zapanował nad moimi zmysłami. Wzięłam głęboki oddech i odważyłam się spojrzeć w jego zielone oczy. Patrzeliśmy na siebie przez jakiś czas. Harry uśmiechnął się do mnie promiennie ukazując swoje dołeczki. Odwzajemniłam nieśmiało uśmiech zakładając pasmo włosów za ucho.
- No ślicznotko pokazuj swoje ręce - powiedział.
Nieśmiało wyciągnęłam obie ręce w jego stronę. Przejechał palcami po moich ranach i przygryzł wargę. 
- Na szczęście już nie krwawi. Powinno się dobrze zagoić - mruknął puszczając moje ręce.
Uśmiechnęłam się lekko zabierając ręce.
- Harry? - zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie pytająco odgarniając grzywkę z czoła.
- Czemu ty to robiłeś? - spytałam spuszczając wzrok.
- Moja mama była dobrą kobietą, ale przez ojca zaczęła ćpać. Musiałem bronić przed rodzicami moją siostrzyczkę, a przez to dostawało mi się dwa razy mocniej. Kiedyś zamknęli mnie w piwnicy na dwa dni bez jedzenia i picia. Dlatego to robiłem. Potem zacząłem ćwiczyć i walczyć z ojcem. Kiedy miałem 18 lat wyprowadziłem się i zabrałem moją młodszą siostrę - odpowiedział bawiąc się palcami.
- Masz siostrę? - zapytałam.
- Tak. Ma 15 lat. - odpowiedział uśmiechając się lekko.
- Mieć takiego brata to skarb - powiedziałam cicho chwytając go za rękę.
Harry zaczął powoli zbliżać swoje usta do moich.
- Obiecaj mi coś - wyszeptałam gdy dzieliły je zaledwie milimetry.
- Tak? - zapytał.
- Nie zakochaj się we mnie - odpowiedziałam cicho.
- Za późno - wyszeptał ujął moją twarz w dłonie i złożył namiętny pocałunek na moich wargach.
Ku mojemu zaskoczeniu nie odepchnęłam go tylko poddałam się dotykowi jego miękkich warg na moich. 

Po chwili odsunął się ode mnie i uśmiechnął promiennie. Podciągnęłam kolana pod brodę i spuściłam wzrok.
- Przepraszam...- powiedział, a jego uśmiech momentalnie znikł.
- Nie masz za co - odpowiedziałam cicho podnosząc na niego wzrok.
- Po prostu to trochę za szybko - dodałam.
- Rozumiem - kiwnął lekko głową - A propo skarbu jakim jestem jako brat. Muszę odebrać moją siostrę z tańców. Jedziesz ze mną? - zapytał.
- Jasne - odpowiedziałam z uśmiechem i wstałam z kanapy.
Ruszyliśmy do jego auta. Wsiadłam do środka i zapięłam pasy. Po chwili obok mnie pojawił się Harry i ruszyliśmy w stronę studia tanecznego, w którym miała zajęcia jego siostra. Po chwili byliśmy na miejscu. 
- Idziesz ze mną czy zostajesz? - spytał.
- Idę - odpowiedziałam wychodząc z samochodu.
On zrobił to samo i ruszyliśmy do środka niewielkiego budynku. Od razu usłyszałam stłumione dźwięki muzyki. Harry ruszył przed siebie i otworzył duże drzwi wchodząc do sali prób. Przywołał mnie gestem. Posłusznie do niego podeszłam. Usiedliśmy zboku obserwując tańczące osoby. Na środek wyszła jakaś młoda dziewczyna. Miała dość długie włosy i miała piękny uśmiech. Zaczęła tańczyć, a gdy skończyła Harry zaczął bić brawo.


Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i wysłała mu buziaka na co uśmiechnął się promiennie.
- To twoja siostra? - spytałam nachylając się w jego stronę.
Hazz kiwnął głową.
- Jest...Świetna - powiedziałam.
- Ma to po mnie - zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego ramieniu. Po chwili podeszła do nas jego siostra.
- Cześć głupku! - krzyknęła i rzuciła się mu na szyje.
- Hej młoda - zaśmiał się Harry i mocno ją przytulił - To jest Diana. Diana to jest Carmen - dodał gdy puścił ją ze swoich objęć.
- Hej - powiedziałam.
- Cześć. Jejuuu, ale ty jesteś ślicznaaa - odpowiedziała.
Zaśmiałam się nieśmiało i podziękowałam.
- Serio bracie. Masz talent do znajdywania ładnych dziewczyn. Popadnę w kompleksy! - powiedziała szturchając Harrego.
- A tylko spróbuj - powiedział i przerzucił ją przez ramie.
- Puszczaj głupku! - krzyknęła śmiejąc się.
- Nie. Zaniosę cię do samochodu. - odpowiedział i ruszył ze swoją siostrą na ramieniu do samochodu.
Poszłam za nimi uśmiechając się lekko. Muszą mieć ze sobą naprawdę wielką więź. Mało które rodzeństwo aż tak dobrze się dogaduje...
    
                                                                     ***

Szłam sama przez ciemne londyńskie ulice. Może jednak nie miałam racji mówiąc Harremu, że sama wrócę do domu. Nagle zauważyłam na mojej drodze grupkę mężczyzn. Spokojnie Diana. Nie panikuj. Ruszyłam niepewnym krokiem przed siebie. Minęłam ową grupkę i odetchnęłam z ulgą.

- Ej! Lala! Chodź się z nami zabawić! - usłyszałam za sobą krzyk jednego z mężczyzn.
Przyśpieszyłam kroku, ale po chwili poczułam, czyjąś rękę na ramieniu. Zobaczyłam przede mną wysokiego i umięśnionego faceta.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam.
- Nic z tego kwiatuszku - odpowiedział nieznajomy.
Przycisnął mnie do ściany budynku i wsunął ręce pod moją bluzkę. Poczułam jego usta przy mojej szyi. Boleśnie przygryzał moją skórę. Zaczęłam się szarpać, a moich oczu wypływały łzy. Dłonie nieznajomego powędrowały na moje biodra. Chciałam krzyczeć, ale przywarł do mnie ciałem i odciął jakąkolwiek drogę ucieczki. Zacisnęłam powieki i modliłam się w duchu żeby ten koszmar się już skończył, ale byłam świadoma tego, że on dopiero się rozpoczął....
                       
                                                                   ***

- Przepraszam? Wszystko w porządku? - spytał jakiś chłopak podchodząc do mnie.
Na podwórku nadal było ciemno, a ja siedziałam na zimnym chodniku posiniaczona i załamana.
- Nie - odpowiedziałam chowając twarz w dłoniach.
- Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał.
Podniosłam wzrok i moim oczom ukazał się dość wysoki szatyn w czarnej skórzanej kurtce i z lekkim zarostem. 
- Zabierz mnie stąd - mruknęłam pod nosem.
- Nie ma problemu. Chodź - odpowiedział podając mi rękę.
Chwyciłam niepewnie jego dłoń wstając z chodnika.
- Jestem Liam Payne - powiedział.
- Diana Anderson - odpowiedziałam wymuszając uśmiech.
- Co się stało? - spytał.
- Szłam sama do domu i....trafiłam na...Nie ważne - odpowiedziałam spuszczając głowę i powstrzymując łzy.
- Przykro mi - powiedział zdejmując swoją kurtkę i zarzucając mi ją na ramiona.
- Mieszkam z przyjaciółmi. Nie przeszkadza ci to? - spytał gdy byliśmy na miejscu.
- Nie. Zostaje przecież tylko na jedną noc - odpowiedziałam.
Liam otworzył drzwi od mieszkania i zaprosił mnie do środka. Na podłodze walały się buty i popcorn.
- Chłopaki co to za chlew?! - krzyknął Liam.
- Harry przyszedł! - odkrzyknął jakiś chłopak z sąsiedniego pokoju.
- Harry Styles? - spytałam cicho Liama.
- Tak. To mój przyjaciel wpada tu czasem. Znasz go? - zapytał.
Kiwnęłam głową.
- To chodź przywitasz się z nim! - powiedział zadowolony Liam i już po chwili stałam w salonie przed Stylesem i jakimiś chłopakami.
- To jest Niall, Louis i Zayn - przedstawił mi ich Payne - A Harrego już znasz - dodał.
- KURWA DIANA CO CI SIĘ STAŁO?! - wydarł się Styles chwytając mnie za ramiona.
- Nie krzycz na mnie! - krzyknęłam, a moje oczy momentalnie się zaszkliły.
- Przepraszam - powiedział cicho i mnie przytulił.
- Daruj sobie - warknęłam odpychając go - Liam mogłabym się trochę odświeżyć? - zwróciłam się do Li.
- Tak. Jasne. Łazienka jest po lewej stronie a ręcznik znajdziesz w szafce pod umywalką. - odpowiedział lekko zdziwiony.
- Dzięki - powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
- Czekaj Diana. Masz moją koszule, bo te ciuchy są...w kiepskim stanie - oznajmił Harry i zdjął z siebie swoją koszule.
Wzięłam ją niechętnie i ponownie ruszyłam do łazienki. Weszłam do niewielkiego pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Pochyliłam się nad umywalką i spojrzałam w lustro. Na mojej szyi widniały sine malinki. Zdjęłam z siebie poszarpane ubrania. Na moim ciele tworzyły się liczne siniaki. Westchnęłam cicho i weszłam po prysznic. Ciepła woda lekko rozluźniła moje obolałe mięśnie. Gdy skończyłam się myć owinęłam się ręcznikiem. Czułam się brudna pomimo kąpieli. Nagle zobaczyłam w lustrze znajomą postać. Odwróciłam się szybko zakrywając włosami siniaki na szyi. Harry zrobił krok do przodu na co automatycznie się cofnęłam.
- Diana. Ja ci nic nie zrobię - powiedział cicho podchodząc do mnie.
Spojrzałam na niego nieufnie. Hazz delikatnie odgarnął moje włosy odsłaniając sine malinki. Przejechał palcem po jednej z nich. Syknęłam z bólu odpychając jego rękę. Styles chwycił swoją koszulę, którą dał mi wcześniej i zarzucił sobie na ramie.
- Pomóc ci? - spytał.
- Poradzę sobie - warknęłam biorąc od niego koszule.
Harry zaśmiał się cicho i wyszedł z łazienki. Zsunęłam z siebie ręcznik, włożyłam bieliznę i narzuciłam koszulę Stylesa zapinając guziki. Gdy wyszłam Hazz od razu poprowadził mnie do pokoju, w którym miałam spać. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. 
- Dobranoc - powiedział Harry gasząc światło.
- Zostań ze mną - odpowiedziałam.
Chłopak podszedł do łóżka i położył się obok mnie. Ułożyłam głowę na jego torsie i wsłuchiwałam się w miarowe bicie jego serca. Hazz objął mnie ramieniem. Przy nim czułam się bezpieczna.
- Boisz się spać sama? - zapytał.
- Po tym co się stało tak - odpowiedziałam zamykając oczy.
- A co się stało? - spytał zaniepokojony.
- Zostałam...zgwałcona - odpowiedziałam zapadając w sen.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak! Wreszcie napisałam! Obyście się nie zanudzili. Marry xx