Obudził mnie dzwonek do drzwi. Przetarłam lekko oczy i - z chęcią zabicia osoby, która o tej porze przyszła - zeszłam na dół. Otworzyłam niechętnie drzwi i ujrzałam w nich swoją mamę.
- Mamo? Co ty tu robisz? Wszystko w porządku? - spytałam zaniepokojona jej nagłymi odwiedzinami.
- Córeczko...Czy...Czy ja mogłabym się u ciebie zatrzymać na jakiś czas? - spytała ze smutkiem w głosie.
- Jasne. Wchodź - odpowiedziałam wnosząc jej walizkę do środka.
Moja mama zdjęła płaszcz i udała się do salonu.
- Co się stało? - spytałam siadając razem z nią na kanapie.
- Sytuacja z twoim ojcem...Pogorszyła się jeszcze bardziej. - odpowiedziała spuszczając wzrok.
- To znaczy? - zapytałam z niepokojem.
- Jego problem z alkoholem się pogłębił i ... musiałam się wynieść...Dla mojego bezpieczeństwa - odpowiedziała.
- Zrobił ci coś? - spytałam chwytając jej dłoń.
Moja mama podwinęła rękawy swojej bluzki. Zobaczyłam na jej ramionach duże siniaki i rany. Zakryłam usta dłonią.
- Nie daruje mu tego! - krzyknęłam i zerwałam się z kanapy.
- Kochanie. Spokojnie. Jest w porządku - powiedziała cicho mama.
- W porządku?! W porządku?! Ty widziałaś swoje ramiona?! Nie miał prawa cię tknąć! - krzyknęłam i pobiegłam na górę się przebrać.
Zdjęłam z siebie piżamę i włożyłam granatowe rurki i czarną koszule, a następnie wróciłam na dół do mamy.
- Zostań tu i się rozpakuj okey? - spytałam zakładając buty.
- Gdzie idziesz? - zapytała z niepokojem.
- Nie martw się. Po prostu tu zostań - odpowiedziałam i wybiegłam z mieszkania.
Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka. Uniosłam głowę i napotkałam zdziwione spojrzenie Harrego.
- Ugh...Odsuń się! - powiedziałam odpychając go.
Chciałam odejść, ale złapał mnie za nadgarstek.
- Co się dzieje? - spytał z troską.
- Co cię to obchodzi?! Po prostu odejdź! - krzyknęłam, ale on nie dawał za wygraną.
- Diana! Spokojnie. Powiedz mi co się stało - powiedział.
- Co cię to obchodzi?! - krzyknęłam a moje oczy momentalnie się zaszkliły.
- Chodź tu - powiedział cicho i delikatnie mnie przytulił.
Mimowolnie się w niego wtuliłam i zaczęłam płakać. Harry rytmicznie głaskał dłonią moje plecy.
- Ciii...Już dobrze - wyszeptał spokojnie.
- Nie. Nie jest dobrze - załkałam zaciskając pięści na materiale jego koszulki.
- Powiedz mi co się dzieje. Proszę. - powiedział.
Odsunęłam się od niego i otarłam łzy z policzków.
- Mój tata ma problem z alkoholem i dzisiaj przyjechała do mnie moja mama mówiąc, że sprawa się pogorszyła. Ona...ma całe ramiona w siniakach i ranach. Muszę...muszę pojechać do ojca. - odpowiedziałam przeczesując włosy dłonią.
- Nie możesz jechać tam sama to niebezpieczne - powiedział przyglądając mi się uważnie. - Mam to gdzieś. - fuknęłam i ponownie ruszyłam w stronę przystanku autobusowego.
- Pojadę z tobą - usłyszałam za mną cichy głos Harrego.
Przystanęłam na moment i odwróciłam się do niego twarzą.
- Harry ty...nie mogę ci na to pozwolić - odpowiedziałam.
- To nie była prośba - mruknął i pociągnął mnie delikatnie za rękę do swojego czarnego auta.
Wsiadłam z nim niechętnie do samochodu i zapięłam pasy.
- To gdzie jedziemy? - spytał Styles.
- Wiesz gdzie jest to małe osiedle w zachodniej części Londynu? - zapytałam.
Kiwnął w odpowiedzi głową.
- To za tym osiedlem jakieś 5 minut jest mój dom - oznajmiłam.
- Okey - powiedział i odpalił samochód.
Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Ani ja, ani Styles nie mieliśmy ochoty na rozmowę. Gdy dojechaliśmy na miejsce błyskawicznie wyszłam z auta i weszłam do mojego starego domu. Poczułam smród papierosów i alkoholu. Zobaczyłam mojego ojca, który leżał na kanapie opróżniając kolejną butelkę piwa. Odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się lekko.
- Córeczko! Kochana moja! - powiedział podchodząc do mnie chwiejnym krokiem.
- Jak mogłeś uderzyć mamę?! - krzyknęłam patrząc na niego z niechęcią.
- Zasłużyła. Diana kochanie wyrosłaś na piękną dziewczynę - wybełkotał i przyciągnął mnie do siebie.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam szarpiąc się.
Ojciec uderzył mnie w twarz i wsunął dłonie pod moją bluzkę. Z moich oczu wypłynęły łzy. Zaczęłam się szarpać. Byłam pewna, że nic mi już nie pomoże. Usłyszałam za mną czyjeś kroki.
- Zostaw ją - usłyszałam spokojny głos Harrego.
Mój ojciec zaśmiał się w odpowiedzi i nie przestał się do mnie dobierać. Harry momentalnie znalazł się przy nas. Odciągnął mojego tatę ode mnie i uderzył go pięścią w twarz.
- Nigdy. Więcej. Nie waż się. Jej tknąć. - wycedził przez zęby Styles.
Odwrócił się do mnie puszczając mojego ojca, złapał mnie za rękę i wyprowadził z mieszkania.
- Nic ci nie jest? - uważnie mi się przyjrzał.- Masz rozciętą wargę. I siny policzek. Trzeba przyłożyć lód. Pojedziemy do mnie dobrze? - zapytał.
Kiwnęłam niepewnie głową będąc nadal w szoku po tym co się stało.
***
- Diana! Musze ci przyłożyć ten lód! - powiedział zniecierpliwiony Harry, gdy po raz kolejny odepchnęłam jego rękę.
- Ale to boli - warknęłam.
Styles przymknął oczy i wziął głęboki oddech. Spojrzał mi w oczy i ponownie przyłożył lód do mojej wargi. Syknęłam z bólu, ale tym razem nie odepchnęłam jego ręki. Siedziałam w ciszy patrząc, jak Harry delikatnie opatruje moją wargę.
- Dobra. Warga się wygoi. Boli cię coś jeszcze? - spytał.
Pokręciłam przecząco głową.
- Chcesz coś do picia? - zapytał.
Powtórzyłam przeczący gest. Harry westchnął cicho i usiadł obok mnie.
- Wszystko ok? - spytał.
- Nie Harry nie jest ok - odpowiedziałam.
Styles popatrzył na mnie z troską i objął mnie ramieniem.
- Odwieziesz mnie do domu? - zapytałam.
- Jasne - westchnął.
Wstaliśmy z kanapy i wyszliśmy z mieszkania Harrego. Wsiadłam do jego auta i zapięłam pasy. Po chwili Styles pojawił się obok mnie i odpalił samochód. Ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
- Dzięki za pomoc - powiedziałam gdy byliśmy na miejscu.
- Drobiazg - mruknął uśmiechając się lekko.
- Jesteś dobrym...przyjacielem - powiedziałam i wysiadłam z auta.
Gdy weszłam do mojego domu mama oglądała telewizję.
- Jestem - powiedziałam cicho.
- Córciu! Co ci się stało?! - zapytała podchodząc do mnie.
- Nic. Po prostu złożyłam wizytę tacie - odpowiedziałam.
Moja mama spojrzała na mnie smutno i zaczęła płakać.
- Już w porządku - powiedziałam przytulając ją.
Kiedy mama się uspokoiła poszłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłoniach. Pojedyńcze łzy spływały po moich policzkach. Mój własny ojciec się do mnie dobierał. Na szczęście był tam Harry...
***
Następnego dnia rano postanowiłem, że odwiedzę Dianę. Chwyciłem kluczyki od samochodu ze stolika i wyszedłem z mieszkania. Wsiadłem do auta i ruszyłem w stronę domu Diany. Na samą myśl co zrobił jej własny ojciec miałem ochotę coś rozwalić. Była w całkowitym szoku. Taka niewinna...Taka bezbronna. Wyszedłem z auta gdy dotarłem na miejsce. Zapukałem lekko do drzwi mieszkania Diany. Otworzyła mi chyba jej mama.
- Dzień dobry. Jest Diana? - spytałem uśmiechając się uprzejmie.
- Ty jesteś jej...? - zapytała.
- Przyjacielem - odpowiedziałem.
- Oh...Jak dobrze. Może ciebie wpuści do pokoju - powiedziała gestem zapraszając mnie do środka.
- A co się stało? - spytałem lekko zaniepokojony.
- Od rana siedzi w pokoju i nie chce jeść ani wpuścić mnie do środka. - westchnęła jej mama.
- Pójdę do niej - oznajmiłem i ruszyłem na górę.
Ostatni raz gdy byłem w jej pokoju, stała przede mną zawstydzona bez bluzki. Na samo wspomnienie lekko się uśmiechnąłem. Zapukałem delikatnie w drzwi jej pokoju.
- Diana. Proszę otwórz - powiedziałem.
- Odejdź - usłyszałem jej cichy głos.
- Pozwól mi ci pomóc. Otwórz - odpowiedziałem.
- Nie! - krzyknęła.
- Diana...Proszę - powiedziałem cicho.
Odpowiedziała mi cisza.
- Albo otworzysz drzwi, albo zrobię to sam - powiedziałem.
Znowu cisza. Pożyczyłem od jej mamy wsuwkę i zacząłem grzebać przy zamku. Po chwili usłyszałem cichy dźwięk, który oznaczał, że udało mi się otworzyć drzwi. Pociągnąłem za klamkę i wszedłem do pokoju. Na łóżku siedziała Dina. Na jej pościli widniała krew.
- Wyjdź stąd! - krzyknęła zakrywając swój nadgarstek. Zamknąłem za sobą drzwi i szybko podszedłem do Diany. Spojrzałem na jej zakrwawioną rękę. Westchnąłem cicho i poszedłem do łazienki, z którą miała połączony pokój. Wziąłem wilgotny i suchy ręcznik, a następnie wróciłem do Diany. Oczyściłem jej rany z krwi i w miarę możliwości opatrzyłem.
- Po co tu przyszedłeś? - spytała cicho.
- Bo chciałem sprawdzić czy się jakoś trzymasz...Czemu to zrobiłaś? - zapytałem wskazując na jej rękę.
- Chciałam...Poczuć ból...Musiałam się na czymś wyżyć. Padło na mnie - odpowiedziała spuszczając wzrok.
Westchnąłem i ułożyłem jej dłoń na swoim nadgarstku. Przejechała kilka razy palcami po bliznach i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Jak? Czemu? Przecież...Jesteś idealny - powiedziała.
Uśmiechnąłem się smutno.
- Chciałbym. Kiedyś ci opowiem dobrze? Teraz się ogarnij. Zabieram cię stąd - odpowiedziałem.
- Gdziee? - spytała marudnym głosem.
- Zobaczysz - odpowiedziałem puszczając jej oczko.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ha! Wreszcie nabazgrałam. Mam nadzieje że się podoba.
sobota, 23 listopada 2013
poniedziałek, 11 listopada 2013
Chapter 2
Obudziłam się na kanapie ze strasznym bólem głowy. Nie pamiętałam prawie nic z poprzedniego wieczora. Podniosłam się i powoli ruszyłam do kuchni. Wyjęłam z szafki leki przeciwbólowe i popiłam zimną wodą. Zajrzałam do lodówki, ale nie czułam głodu, więc pośpiesznie ją zamknęłam i udałam się na górę do łazienki. Napuściłam ciepłą wodę do wanny i spojrzałam w lustro. Moje włosy sterczały na wszystkie strony, a makijaż rozmazał się prawie po całej twarzy. Zmyłam czarne smugi mleczkiem do demakijażu, zdjęłam ubrania i zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Przymknęłam lekko powieki i próbowałam sobie przypomnieć co się działo wczoraj i jak znalazłam się w domu. Po długiej kąpieli zjadłam śniadanie i postanowiłam zadzwonić do Allie.
- Halo? - rozległ się w słuchawce aksamitny głos mojej przyjaciółki
- Ymm...Hej Allie. Wiesz może co się wczoraj ze mną działo? - spytałam z lekkim zakłopotaniem.
- Tańczyłaś na stole, ale nie mam pojęcia co się dalej z tobą stało potem - odpowiedziała spokojnie.
- Co za wstyd - powiedziałam przeczesując włosy ręką.
- Nie przejmuj się Diana. Zadzwoń do Crystal. Ona powie ci więcej niż ja - odpowedziała.
- Okey. Dzięki. Pa - powiedziałam i rozłączyłam się z przyjaciółką.
Już miałam wykręcić numer Crystal gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam do nich i powoli je otworzyłam. Stała w nich Crystal.
- Heeej. Dobrze, że jesteś. Miałam do ciebie dzwonić - powiedziałam z uśmiechem.
Blondynka odwzajemniła go i weszła do środka.
- Słuchaj Diana. Jeśli chodzi o wczoraj to...- zaczęła, ale przerwała w połowie.
- Tooo? - spytałam.
- No boo...jak tańczyłaś na stole too...zdjął cię z niego jakiś chłopak i ... jak do was podeszłam to poprosił mnie o twój adres i... to on cie przywiózł do domu - odpowiedziała nerwowo przygryzając wargę.
- Dałaś mój adres obcemu facetowi? - spytałam cudem powstrzymując się od krzyku.
- Byłaś strasznie pijana. A on wyglądał w porządku - odpowiedziała cicho.
- Serio Crystal? - spytałam poirytowana.
- Przepraszam - odpowiedziała.
- Ugh...Spoko. Stało się. Trudno - powiedziałam zrezygnowana.
***
Za oknami było już ciemno. Siedziałam pod kocem na kanapie oglądając w telewizji durne komedie. Wzięłam łyk herbaty i przełączyłam telewizje na program muzyczny. Leciała właśnie ulubiona piosenka Krisa. Chciałam przełączyć, ale nie mogłam. Kolejne wspomnienia przewijały się przez moją głowę, a łzy zaczęły wypływać z moich oczu. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Pośpiesznie wyłączyłam telewizje i lekko przestraszona ostrożnie podeszłam do drzwi. Otarłam łzę z policzka i powoli je otworzyłam. Stał w nich wysoki szatyn z burzą loków na głowie. Jego oczy niebezpiecznie błyszczały nawet w ciemności. Dostrzegłam na jego rękach małe tatuaże, ale zgaduje, że ma ich więcej. Jego czarne spodnie idealnie opinały jego nogi, a biała koszulka lekko przylegała do jego umięśnionego torsu. Zamrugałam kilka razy i spojrzałam w jego oczy.
- Emm...Słucham pana - powiedziałam lekko drżącym głosem.
- Ja do pani - odpowiedział a jego usta ułożyły się w lekkim uśmieszku.
- W jakiej sprawie? - spytałam marszcząc brwi.
- Bo widzisz. Diana. Wczoraj byłaś nieźle pijana - odpowiedział i włożył dłonie do kieszeni spodni.
- To ty jesteś tym gościem co mnie tu przywiózł? - zapytałam
- Harry Styles. Do usług - odpowiedział i lekko się ukłonił.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Chcesz....wejść? - spytałam niepewnie.
- Nie. To ty wyjdziesz do mnie - odpowiedział, a jego oczy błysnęły lekko.
- Ale... - powiedziałam wpatrując się w niego ze zdziwieniem.
- Mam cię zabrać w tych ciuszkach czy łaskawie się przebierzesz? - zapytał.
- Ja...przebiorę się - odpowiedziałam i pobiegłam na górę nie zamykając drzwi.
Zdjęłam z siebie dresy i wciągnęłam granatowe rurki. Gdy zdjęłam koszulkę usłyszałam za mną czyjeś kroki. Odwróciłam się i stałam twarzą w twarz z Harrym, a nasze ciała dzieliły milimetry.
- Pomóc? - spytał spoglądając na mój biust.
Szybko zakryłam się rękami i odeszłam od niego chwytając i zakładając na siebie bluzkę.
- Umiem sobie sama poradzić - warknęłam
W odpowiedzi usłyszałam tylko jego cichy śmiech.
- Idziesz? - spytałam wkurzona schodząc na dół.
Styles już po chwili znalazł się obok mnie. Wyszliśmy z mojego domu i gdy zamknęłam drzwi na klucz wsiedliśmy do czarnego auta Harrego.
- Skąd wiesz, jak mam na imię? - spytałam przypominając sobie, że mu się nie przedstawiałam.
- Wiem o tobie więcej niż sądzisz - odpowiedział z tajemniczym uśmieszkiem.
Kiwnęłam głową i zaczęłam wpatrywać się w widok za oknem. Jadę z obcym mężczyzną nie wiadomo gdzie, a do tego on wie o mnie więcej niż ja o nim. Oparłam czoło o szybę i wpatrywałam się w małe krople, które powoli zaczęły spadać z nieba. Usłyszałam cichą wiązankę przekleństw Harrego i poczułam, że samochód się zatrzymuje. Zjechaliśmy na jakieś pobocze niedaleko lasu. Spojrzałam pytająco na Stylesa.
- Paliwo się skończyło - oznajmił spokojnie.
- Co?! - krzyknęłam na cały samochód.
- Uspokój się - wywrócił oczami - Jak przestanie padać to naleje paliwa - odpowiedział.
- Jak przestanie padać? Masz iść teraz! - krzyknęłam krzyżując ręce na piersi.
- Chcesz żebym się pomoczył? - spytał.
- Tak - odpowiedziałam.
Styles zdjął z siebie bluzę i wyszedł na zewnątrz. Po chwili wrócił do auta cały mokry. Jego koszulka prześwitywała ukazując idealnie wyrzeźbiony tors, a jego mokre włosy opadały mu na czoło. Mimowolnie przygryzłam lekko wargę i nie mogłam od niego oderwać wzroku.
- Zrób zdjęcie. Zostanie na dłużej - powiedział i odpalił samochód.
- Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Zobaczysz - odpowiedział odgarniając włosy.
- Możemy wrócić do mnie? - zapytałam spoglądając na niego.
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek. Styles gwałtownie wykręcił i z piskiem opon ruszył w stronę mojego domu. Spuściłam wzrok na swoje dłonie i czekałam aż dojedziemy. Po około 30 minutach byliśmy na miejscu. Harry wysiadł z auta i otworzył mi drzwi. Wysiadłam zgrabnie z samochodu, a on zamknął za mną drzwiczki. Nagle Styles przyparł mnie do nich swoim ciałem. Poczułam, jak krople deszczu, które pozostały na aucie przesiąkają przez moją bluzkę. Spojrzałam w zielone oczy Harrego. Położyłam ręce na jego torsie i odepchnęłam go najmocniej, jak potrafiłam.
- Nie dotykaj mnie - warknęłam i ruszyłam do mojego domu.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Tuż za mną szedł lokers. Poruszał się z taką gracją i lekkością. Był nieziemsko przystojny. Mogłabym stwierdzić, że jest aniołem gdyby nie ten mrok w jego zielonych oczach.
- Chcesz herbaty? - spytałam nie odrywając od niego wzroku.
- Nie, ale może być coś innego - odpowiedział.
Odwróciłam się twarzą do niego ze zdziwieniem. Nagle staliśmy już cholernie blisko. Poczułam mocny zapach jego perfum. Poczułam, jak delikatnie chwyta mnie w talii i zaczyna kołysać.
- Czy my ... tańczymy? Tak bez muzyki? - spytałam lekko rozbawiona.
Harry chwycił mój pilot od radia i włączył muzykę. Akurat leciała melodia ze "Zmierzchu".
(MUZYKA)
Lekko zwolnił nasz taniec i przysunął mnie bliżej.
- Lepiej? - wyszeptał mi do ucha.
Kiwnęłam głową. Obrócił mnie raz i przyciągnął do siebie ułożyłam ręce na jego ramionach i lekko przymknęłam oczy oddając się powolnemu rytmowi naszego tańca.
Nie rozumiałam jakim cudem mogę tak nienawidzić tego chłopaka, a jednocześnie pragnąc jego bliskości. Ledwo go znałam, a obudził we mnie coś co czułam tylko przy Krisie. Kiedy mnie dotykał przechodziły mnie przyjemne dreszcze. A jego oczy były tak przyciągające, że mogłabym w nie patrzeć całymi dniami. Czy mogłam się tak szybko zakochać? Czy ja w ogóle się zakochałam? Z zamyślenia wyrwał mnie delikatny dotyk palców Harrego na moim policzku. Spojrzałam w jego oczy. Zaczął powoli zbliżać swoje usta do moich. Szybko wyrwałam się z jego objęć i odwróciłam się do niego plecami.
- Powinieneś już iść - powiedziałam cicho.
Usłyszałam jego ciche westchnienie.
- No cóż...Do zobaczenia ma princesse - odpowiedział i wyszedł z mojego mieszkania.
Francuzki w jego wykonaniu brzmiał jeszcze piękniej. Poczułam łzę, która rozpoczęła samotną wędrówkę po moim policzku. Otarłam ją wierzchem dłoni i pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i szybko położyłam się do łóżka. Patrzyłam tępo w sufit zastanawiając się co czuje do Harrego. Nienawiść? Miłość? Wszystko co robił sprawiało, że moje serce biło mocniej, ale to nierealne, żebym mogła poczuć coś do mężczyzny, którego ledwo znam. A jeśli on już stał się częścią mnie?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nareeszcie udało mi się naskrobać 2 rozdział. Obyście nie zasnęli xD Marry xx
niedziela, 3 listopada 2013
Chapter 1
Siedziałam skulona przy grobie Krisa. Był moim chłopakiem. Kochałam go. W sumie nadal kocham. To niesprawiedliwe, że to właśnie on zginął, a jego koledzy nie ucierpieli. Jego pogrzeb odbył się zaledwie tydzień temu. Nigdy nie zapomnę tej okropnej chwili, w której dowiedziałam się, że on nie żyje.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szłam powoli pod dom przyjaciółki. Pewnie, jak zwykle się spóźnimy przez nią na lekcje.
- Sel! Wyłaź! - krzyknęłam.
Przyjaciółka wybiegła pośpiesznie z domu. Spojrzałam na zegarek 7.50. No tak.
- Kurwa! Znowu się spóźnimy! - krzyknęła podchodząc do mnie.
- Mamy pierwszy wf, jak nie przyjdziemy to nic się nie stanie - odpowiedziałam spokojnie.
- Ufff - odetchnęła Selena.
Ruszyłyśmy powolnym krokiem do szkoły.
- Co dziś mamy? - spytała moja przyjaciółka.
- Matma, Angielski, Biologia, Chemia...- moją odpowiedź przerwał dźwięk smsa.
Sięgnęłam do torby i wyjęłam z niej telefon. Spojrzałam na ekran. Miałam jedną wiadomość od nieznanego numeru. Otworzyłam ją.
Przeczytałam wiadomość pięć razy i nadal nie mogłam uwierzyć, że to prawda. Mój kochany Kris...Już nie wróci.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Poczułam, że łzy zaczynają lecieć po moich policzkach. Otarłam je wierzchem dłoni i wstałam z ławki. Spojrzałam raz jeszcze na grób Krisa i odeszłam.
Dzisiaj jest impreza u Allie. Wcale nie zamierzałam tam iść, ale doskonale wiem, że dziewczyny nie pozwolą mi zostać w domu. Przechadzałam się ulicami bez celu. W końcu dotarłam do domu. Teraz nie lubiłam do niego wracać. Wiązały się z nim wspomnienia. Pamiętam kiedy Kris tu przychodził. Robiliśmy sobie popcorn i oglądaliśmy filmy. Zawsze się wygłupiał co sprawiało, że nie mogłam przestać się śmiać. Teraz zostały tylko łzy i wspomnienia. Już nic nie będzie takie samo gdy jego nie ma obok...
Dzisiaj jest impreza u Allie. Wcale nie zamierzałam tam iść, ale doskonale wiem, że dziewczyny nie pozwolą mi zostać w domu. Przechadzałam się ulicami bez celu. W końcu dotarłam do domu. Teraz nie lubiłam do niego wracać. Wiązały się z nim wspomnienia. Pamiętam kiedy Kris tu przychodził. Robiliśmy sobie popcorn i oglądaliśmy filmy. Zawsze się wygłupiał co sprawiało, że nie mogłam przestać się śmiać. Teraz zostały tylko łzy i wspomnienia. Już nic nie będzie takie samo gdy jego nie ma obok...
***
- Diana! No chodź wreszcie! - krzyknęła moja przyjaciółka z dołu.
- No moment! - powiedziałam i zbiegłam z góry.
- Wow. Wyglądasz...Wow - oznajmiła przyglądając mi się.
Wywróciłam oczami, chwyciłam torebkę i wyszłam z Seleną z mieszkania. Sel nawijała przez całą drogę do domu Allie, ale ja się wyłączyłam. Nadal myślałam, jak poradzę sobie bez Krisa.
- Cholera Diana! - krzyknęła nagle Selena wyrywając mnie z zamyślenia.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
- Tak? - spytałam.
Moja przyjaciółka spojrzała na mnie z troską i westchnęła.
- Diana. Nadal myślisz o Krisie? - zapytała patrząc mi w oczy.
Spuściłam głowę i przyglądałam się moim jakże ciekawym w tym momencie nogom. Przyjaciółka otoczyła mnie ramieniem i resztę drogi do domu Allie pokonałyśmy w całkowitej ciszy.
- Heej laski! - powiedziała radośnie Allie gdy zobaczyła nas stojące w drzwiach.
Weszłyśmy do środka. Roiło się tam od ludzi. Niektórzy byli już trochę wstawieni ewentualnie najebani na całego. Po chwili siedziałam na kanapie z piwem w ręku. Muzyka grała tak głośno, że trudno było cokolwiek innego usłyszeć. Piłam i piłam...Alkohol chwilowo ukoił ból. Po czterech piwach dałam się ponieść muzyce. Tańczyłam z butelką piwa w ręku. Po chwili zaczęło mi naprawdę odwalać i weszłam na stół. Chłopaki wydawali się być zadowoleni, że jakaś pijana laska wywija na stole. Przyglądali mi się, ale nie przeszkadzało mi to. Byłam pijana i niezbyt wiedziałam co robię.
-----------------------------------------------
- Chłopaki możemy już iść? - spytałem zniecierpliwiony pociągając łyk piwa.
- No co ty! Dopiero się rozkręca! - krzyknął Niall.
- Patrzcie! Jakaś laska tańczy na stole! - powiedział Zayn za co został skarcony przez Perrie wzrokiem.
Spojrzałem w stronę, którą wskazywał Zayn. Zobaczyłem szczupłą szatynkę tańczącą na stole.
Od razu można było wyczuć, że jest nawalona. Ale było w niej coś tak anielskiego. Podszedłem do niej, złapałem ją w talii i zdjąłem ze stołu.
Od razu można było wyczuć, że jest nawalona. Ale było w niej coś tak anielskiego. Podszedłem do niej, złapałem ją w talii i zdjąłem ze stołu.
- Koniec widowiska! - powiedziałem i wziąłem dziewczynę na ręce, bo ledwo się na nich trzymała.
- Przerwałeś mi zabaaweeee - wybełkotała marudnie.
- Obiecuje, że jeszcze będziesz miała czas na zabawę - odpowiedziałem.
Nagle poczułem jej usta na swoich. Smakowała piwem, ale mimo to ten pocałunek był wspaniały. Wiedziałem, że jest pijana, więc przerwałem pocałunek na co zareagowała wiązanką przekleństw. Ta dziewczyna nawet pijana była urocza.
- Ej ty! Bohater! - usłyszałem za mną krzyk jakiejś laski.
Odwróciłem się i zobaczyłem przed sobą piękną blondynkę.
- Co ty robisz z moją przyjaciółką? - spytała opierając rękę o biodro.
- Podaj mi jej adres. Zawiozę ją do domu, bo chyba długo to ona nie ustoi na tej imprezie - odpowiedziałem patrząc jej prosto w oczy.
Dziewczyna wahała się przez moment, ale w końcu zdobyłem adres jej przyjaciółki. Wyniosłem ledwo przytomną dziewczynę z imprezy i usadziłem na przednim siedzeniu mojego auta. W połowie drogi do jej mieszkania zasnęła. Wyglądała, jak anioł. Odgarnąłem włosy z jej twarzy i zaparkowałem przed jej domem. Wyjąłem z jej torby klucze do mieszkania i otworzyłem drzwi, a następnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę. Położyłem ją delikatnie i przykryłem kocem. Wyglądała tak niewinnie i bezbronnie. Nagle zaczęła mówić przez sen. Wyglądało na to, że dręczą ją koszmary. Pogładziłem ją po policzku, a ona otworzyła oczy. Spojrzała na mnie ze strachem, a potem się uśmiechnęła.
- Kris...Ty żyjesz...Nie zostawiłeś mnie...- wyszeptała i ponownie zapadła w sen.
Siedziałem przy niej jeszcze jakiś czas aż w końcu zdecydowałem, że wrócę do siebie. Wychodząc z jej mieszkania wiedziałem, że musi być moja. Nie znam jej, ale zdobędę ją prędzej czy później. Czy ona tego chce czy nie. Będzie moja....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest pierwszy rozdział ^^ Osobiście sądze, że niezbyt mi wyszedł, ale mam nadzieje, że nie zanudzicie się na śmierć czytając. Marry xx
- Kris...Ty żyjesz...Nie zostawiłeś mnie...- wyszeptała i ponownie zapadła w sen.
Siedziałem przy niej jeszcze jakiś czas aż w końcu zdecydowałem, że wrócę do siebie. Wychodząc z jej mieszkania wiedziałem, że musi być moja. Nie znam jej, ale zdobędę ją prędzej czy później. Czy ona tego chce czy nie. Będzie moja....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest pierwszy rozdział ^^ Osobiście sądze, że niezbyt mi wyszedł, ale mam nadzieje, że nie zanudzicie się na śmierć czytając. Marry xx
Prologue
Prolog dedykuje mojej kochanej Sassie autorki http://various-fanfiction.blogspot.com/ dzięki której mam ten świetny nagłówek i dzięki której pisze. :* Marry xx
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Byłam dobra przez całe życie. Pomagałam innym czasem zapominając o sobie. Miałam wszystko. Nagle to mija. Strata jednej ukochanej osoby niszczy wszystko. Czujesz ból, pustkę i obojętność. Codziennie zastanawiasz się czy to nie była twoja wina. Wylewasz litry łez, ale to nadal nie daje ci ulgi, aż w końcu stajesz się obojętna na ból i smutek. Wtedy pojawia się on...twój demon, anioł stróż. Pozwala ci zapomnieć o bólu. Zapełnia pustkę w twoim sercu. Daje ci szanse na zaczęcie wszystkiego od nowa. Zaczynasz grać w niebezpieczną grę, która powoli cię niszczy. Ale śmierć z miłości nie byłaby taka zła. Prawda? Byłaby piękna. Bolesna, ale wspaniała. Powolna, ale dająca ulgę. Smutna, ale dająca radość. Straszna, ale dająca wolność. Na zawsze. Czy ja chce tak umrzeć? Może tak może nie. Ale, sądzę, że to właśnie jest nasze przeznaczenie.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Byłam dobra przez całe życie. Pomagałam innym czasem zapominając o sobie. Miałam wszystko. Nagle to mija. Strata jednej ukochanej osoby niszczy wszystko. Czujesz ból, pustkę i obojętność. Codziennie zastanawiasz się czy to nie była twoja wina. Wylewasz litry łez, ale to nadal nie daje ci ulgi, aż w końcu stajesz się obojętna na ból i smutek. Wtedy pojawia się on...twój demon, anioł stróż. Pozwala ci zapomnieć o bólu. Zapełnia pustkę w twoim sercu. Daje ci szanse na zaczęcie wszystkiego od nowa. Zaczynasz grać w niebezpieczną grę, która powoli cię niszczy. Ale śmierć z miłości nie byłaby taka zła. Prawda? Byłaby piękna. Bolesna, ale wspaniała. Powolna, ale dająca ulgę. Smutna, ale dająca radość. Straszna, ale dająca wolność. Na zawsze. Czy ja chce tak umrzeć? Może tak może nie. Ale, sądzę, że to właśnie jest nasze przeznaczenie.
sobota, 2 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)




